Prowadzi firmę z branży wnętrzarskiej, choć nie studiował wzornictwa czy architektury.

DAMIAN BINIEK Trzeba mierzyć wysoko

 
Prowadzi firmę z branży wnętrzarskiej, choć nie studiował wzornictwa czy architektury. W zamian poszedł na ekonomię. Dyrektor firmy Mardom Damian Biniek zdecydował się kontynuować rodzinny biznes i jednocześnie spełniać własne marzenia, choć – jak sam przyznaje – większość młodych ludzi woli wykreować coś swojego. 
 
Justyna Pabisiak: Mardom to firma rodzinna, z pewnymi już tradycjami. Nie marzyło się Panu, by pójść inną drogą?
Przyznam szczerze, że nie. Wyszedłem z założenia, że jeśli rodzina coś stworzyła, w moim przypadku ojciec, to trzeba to rozwijać i osiągnąć wspólnie coś wspaniałego. 
 
J. P.: A nie obawiał się Pan presji ze strony najbliższych, ciągłego patrzenia na ręce i wskazywania, co dla firmy będzie najlepsze?
D. B.: Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana.
 
J. P.: Jak w takim razie rozwijał się Państwa biznes?
D. B.: Mardom działa na rynku od 2002 roku. Zaczynał od dystrybucji parapetów, sufitów podwieszanych i innych elementów z branży wykończenia i dekoracji wnętrz. Zatrudnialiśmy wówczas zaledwie sześć osób, obecnie jest ich ponad cztery razy więcej. W 2006 roku zdecydowaliśmy się rozpocząć produkcję sztukaterii, która dzisiaj stanowi jeden z naszych znaków rozpoznawalnych, rok później zaś nawiązaliśmy współpracę z producentem belgijskich paneli podłogowych Balterio. Teraz Mardom to nie tylko firma czysto dystrybucyjna, która kupuje produkty w punkcie A i sprzedaje je w punkcie B, ale także przedsiębiorstwo tworzące nowe wzory. 
 
J. P.: Ze swoimi produktami trafiają Państwo jednak nie tylko na krajowy rynek. 
D. B.: To prawda. Kolejnym etapem naszego rozwoju stało się zwiększenie zasięgu firmy, która działa już nie tylko w Polsce, ale i w wielu państwach Europy, na przykład w Finlandii, Francji, Rumunii, Macedonii, na Słowacji, Łotwie, w Czechach czy Niemczech. Obecnie posiadamy sieć dystrybucji naszych produktów obejmującą ponad 600 punktów sprzedaży oraz blisko 200 architektów i projektantów wnętrz.
 
J. P.: Poszerzają Państwo również grono zagranicznych partnerów.
D. B.: W 2012 roku Mardom rozpoczął współpracę z włoskim producentem luksusowych farb i tynków OIKOS. I muszę przyznać, że pierwsze kroki tej kooperacji były dość trudne z uwagi na różnice kulturowe. Włosi mają zupełnie inne podejście do pracy, gospodarowania czasem czy podziału obowiązków niż Polacy. Bardzo cenią oni spotkania nieformalne, trzeba najpierw przedstawić rodzinę, przekonać, że osoba, która prowadzi interes, ma umiejętności i predyspozycje do zarządzania firmą. Po kilku spotkaniach udało się jednak dojść do porozumienia, w efekcie czego współpraca Mardomu z włoską firmą OIKOS sprowadza się nie tylko do realizowania celów biznesowych, ale także owocuje wspólnymi inicjatywami na rzecz rozwoju i propagowania designu. 
 
J. P.: No właśnie. Państwa firma porusza się w branży będącej na pograniczu tego, co użytkowe i artystyczne. W jaki sposób próbują Państwo pokazać tą specyfikę?
D. B.: W nurt ten wpisuje się chociażby nawiązanie kontaktów ze światowej sławy projektantami, takimi jak Bogumiła Zawada, Dinah Nunziati czy Daniel Libeskind. W ubiegłym roku zorganizowaliśmy wspólnie z firmą OIKOS konferencję dla architektów i projektantów pod nazwą „Design Sensa Limiti. Projektowanie bez granic”. Spotkanie to poświęciliśmy trendom w architekturze. Swoje spojrzenie na zagadnienie koloru we współczesnym projektowaniu przedstawiła wspomniana już Dinah Nunziati, współwłaścicielka jednego z najbardziej rozpoznawalnych włoskich biur projektowych na świecie. Drugi wykład poprowadziła zaś Vicky Syriopoulou, projektantka kolorów i faktur firmy OIKOS. 
 
J. P.: A czy w Państwa zespole jest miejsce dla młodych ludzi?
D. B.: Mardom stawia również na młodych, zdolnych designerów. Mamy u nas wielu absolwentów Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi, firma współpracuje także z projektantami z Krakowa, Wrocławia, Poznania. Muszę przyznać, że stworzone przez nich wzory cieszą się ogromną popularnością na zachodzie. 
 
J. P.: Jak wygląda taka współpraca?
D. B.: Projektanci, bez względu na pochodzenie, to osobna kategoria ludzi. Są bardzo kreatywnymi artystami i trzeba ich przede wszystkim zainteresować, bo to designerzy decydują, czy będą dla nas pracować. 
 
damian biniek łódź
 
 
J. P.: Co, oprócz pomysłów kreatywnych ludzi, wpływa jeszcze na Państwa projekty? 
D. B.: Na przygotowanie kolekcji w znaczący sposób wpływa również udział w targach europejskich związanych z branżą wnętrzarską. Największe odbywają we Włoszech i w Anglii. Staram się być na nich osobiście, ponieważ jestem bardzo zaangażowany w proces tworzenia. Później mogę podpowiadać projektantom, co osiągnie sukces. 
 
J. P.: Co w takim razie Pana zdaniem wyróżnia projekty Mardomu?
D. B.: Cały czas wypracowujemy swój własny styl i chcemy mocno wyróżniać się na tle konkurencji poprzez jakość naszych produktów, rozsądne ceny i przede wszystkim design.
 
J. P.: A czy Państwa projekty spotykają się z uznaniem specjalistów w tej dziedzinie.
D.  B.: Sądzę, że tak. Świadczą o tym chociażby wyróżnienia, jakie Mardom otrzymał w kilku ostatnich latach. Do najbardziej prestiżowych należy np. dwukrotna wygrana w programie „Jakość Roku” w kategorii produkt czy Złoty Laur Klienta 2009, kategoria karnisze. W 2010 roku Mardom zajął wysokie miejsce w rankingu Gazele Biznesu dla najbardziej dynamicznie rozwijających się małych i średnich przedsiębiorstw. Sukces został powtórzony w 2012 roku. Dwa lata później firma została laureatem konkursu Konsumencki Lider Jakości, a w 2015 roku otrzymała nagrodę konsumentów Dobry Design za listwę sufitową z kolekcji ORIGAMI. Mardom może się także pochwalić licznymi wyróżnieniami, na przykład w konkursie Firma Równych Szans czy Złota Villa. 
 
J. P.: Wspomniał Pan o udziale w targach branżowych, organizowaniu konferencji. Jak jeszcze promują Państwo swoje produkty?
D. B.: Z powodzeniem udało się nam zaistnieć w mediach. Sztukateria Mardom Decor pojawiła się w mieszkaniach wielu bohaterów programu telewizyjnego „Dekoratornia”, wnętrzarskiego show emitowanego w stacji TV4. A były to m.in.: kobiece mieszkanie w sportowym klimacie, pomieszczenie w stylu prowansalskim, studencka kawalerka na poddaszu oraz typowe męskie wnętrze.
 
J. P.: Kieruje Pan znaną firmą, czy w takim razie udaje się Panu wygospodarować czas na realizację własnych pasji?
D. B.: Uwielbiam podróżować, dlatego bardzo się cieszę, że moja praca pozwala mi się w tym spełniać. Jestem nietypowym turystą, ponieważ nie lubię oglądać miejsc standardowych. Będąc gdzieś, proszę tubylców o pokazanie czegoś, o czym tylko oni wiedzą. Staram się z każdego odwiedzonego punktu przywieźć na pamiątkę czapkę. Mam już ich 46. Po pracy, przynajmniej raz w tygodniu, gram ze znajomymi w squasha. Ponadto lubię czytać, aktualnie pochłonęła mnie lektura Jamesa Clavella.